Szybko przecisnęli się przez wąski koniec rue Norvins i wkroczyli na plac du Tertre. Prostokątna przestrzeń, którą obsiadły jednopiętrowe na ogół domy o typowej dla małego miasteczka architekturze, mimo obecności kilkunastu mieszkańców tchnęła spokojem. Stare akacje uszeregowane wzdłuż każdego boku rzucały trochę cienia na kamienne ławki, puste o tej porze. To niepozorne na pierwszy rzut oka miejsce stanowiące od stuleci centrum Montmartre’u celebrowało swą powszedniość. Dla praczki, napełniającej właśnie cebrzyk wodą z pompy, Dom Matki Katarzyny usytuowany vis-à-vis to tylko stary budynek, trochę mniej odrapany niż inne. A że jest to restauracja, do której zaglądał Danton i w której na krótko przed zgilotynowaniem wydrapał na ścianie: „Pojemy tu i popijemy, bo jutro umrzemy”, nie ma większego znaczenia.
Bal w Moulin de la Galette
Plac du Tertre na starych fotografiach





…i obecnie

Zanim matka Katarzyna wprowadziła się do tego domu w 1793 roku, proboszcz kościoła św. Piotra miał tu swoją plebanię. Katarzyna, a właściwie Catherine Lamotte, właścicielka restauracji, była bardzo lubiana przez swoich klientów, często przysiadała się do ich stolików, aby z nimi pożartować i napić się wina. Kiedy Renoir przychodził do tej restauracji, Katarzyny już nie było, dużo wcześniej znosząc wino do piwnicy, spadła ze schodów tak nieszczęśliwie, że wkrótce potem zmarła. Lokal prowadził po niej Gros Guillaume, Gruby Wilhelm, który w czasie Komuny Paryskiej, gdy nie było co jeść , wyłapał wszystkie bezpańskie psy i koty na wzgórzu i… przyrządził z nich dania dla swych głodnych klientów.

Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku Place du Tertre jest terenem walk malarzy i restauratorów. Każdy artysta ma prawo do 1m² placu pod warunkiem, że wykupi roczny abonament w merostwie Paryża ( ok. 700 € ). Restauratorzy zajmują 80% placu i to budzi sprzeciw malarzy, którzy uważają, że ze swymi obrazami są zepchnięci do rynsztoka. To prawda, środek i dużą część placu zajmują tarasy restauracji, a wokół niego na obrzeżach, tam, gdzie biegnie rynsztok, gnieżdżą się malrze ze swymi sztalugami. Nie dziwi przeto ich walka o więcej przestrzeni dla siebie i groźby opuszczenia placu, co już w przeszłości miało miejsce ze szkodą dla restauratorów. Okazało się bowiem, że gdy artyści przenieśli się na plac des Abbesses, dochody restauracji zmalały, (większość ludzi przychodzi jednak oglądać malarzy przy pracy) i restauratorzy zmuszeni byli poprosić artystów o powrót na Tertre. Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że walka na pędzle i chochle szybko nie ustanie.