Renoir nie lubił siebie malować, twierdził, że ma „cielęce oczy”. Na szczęście, dla nas, zrobił sobie kilka portetów. Jednak nie kierowała nim wtedy próżność czy egocentryzm – brakowało mu po prostu modelki lub chciał wypróbować jakąś „nową fakturę”.

Postanowił zrobić swój portret. Nie lubił autoportretów gloryfikujących twórcę, nie chciał robić ilustracji autobiograficznej ani też kierować do amatorów malarstwa jakiegoś przesłania. Pragnął po prostu malować i z braku modelki sam musiał sobie pozować. Uśmiechnął się na myśl, że nie ma cierpliwszego modela od autora obrazu. Przysunął sztalugę bliżej lustra (…). Ujrzał w nim bladą poważną twarz, gdzieniegdzie naznaczoną drobnymi zmarszczkami. Pełne usta z wyraźnie zaznaczonym konturem i bystre jasnobrązowe oczy przydawały mu wyrazu dziecięcej ciekawości połączonej z dobrocią i tkliwością człowieka otwartego (…)
Bal w Moulin de la Galette

Portretując Renoira, Frédéric Bazille pokazał malarza w jego ulubionej pozie na krześle. Renoir wiele zawdzięczał Bazille’owi, w biednych studenckich czasach Frédéric przyjął go do siebie, aby miał gdzie mieszkać i malować modelki, które sam opłacał. Niestety krótkie życie Bazille’a zakończyło się tragicznie. W 1870 roku, w czasie wojny z Prusami, nieprzyjacielska kula pozbawiła życia starszego sierżanta Bazille’a, jednego z najbardziej obiecujących malarzy swego pokolenia. Wojna pochłonęła 139 000 ofiar po stronie francuskiej. Chore ambicje i zaborcza polityka doprowadziły do niepotrzebnej śmierci i zniszczeń.
Ile jeszcze musi zginąć ludzi, aby wszyscy zrozumieli, że pokój jest największą wartością?
