Dwa młyny pana Debray

Kiedyś na wzgórzu 25 młynów „skrzydłami przeganiało chmury”, jak mówi wiersz. Pozostały tylko dwa – Blute-Fin i Radet. Nazwa Moulin de la Galette pojawiła się, gdy pan Debray wpadł na pomysł organizowania płatnych zabaw, a jego żona zaczęła wypiekać galettes, które jadło się, popijając mlekiem, grenadyną lub winem. Młynem de la Galette jest właściwie, Blute-Fin, bo to on mełł żytnie ziarna na mąkę, z której powstawały pyszne galetki. W czasach, gdy wzgórzem rządziły benedyktynki, od 1134 do 1790 roku, Blute-fin dawał mąkę do wypiekania hostii. Później siostry sprzedały go rodzinie Debray.

Opactwo górne i dolne na wzgórzu Montmartre

– Trochę to dziwne, że opactwo było na górze, a plac opacki na dole – rzekł Auguste.

– Niezupełnie, bo opactwo się rozrosło, najpierw w XII wieku wybudowano górne wokół kościoła świętego Piotra, który stoi do dziś, potem dolne tu na tym placu. Niestety po opactwie pozostała tylko nazwa.

– Ale kościół świętego Piotra jest jednak daleko od tego miejsca – zauważył Auguste.

– Zaraz pan zobaczy, na jaki pomysł wpadła jedna z opatek.

Opuściwszy plac, skręcili w prawo w wąską uliczkę, która między ciasno ustawionymi budynkami pięła się do góry.

– Proszę przeczytać nazwę – powiedział Dédé, wskazując na ścianę.

– Passage des Abbesses – odczytał Auguste.

– Tak jest, Pasaż Opatek. Ksieni Maria de Beauvilliers poleciła wybudować tu czterystumetrowy drewniany korytarz ze schodami łączącymi górne opactwo z dolnym, po którym został ten pasaż.

Bal w Moulin de la Galette

Blute-fin, czyli Moulin de la Galette.

Blute-fin czyli moulin de la Galette

Wymijając taneczny hangar, Auguste skierował się w stronę drugiego młyna, bo rodzina Debray miała jeszcze jeden, z tarasem na szczycie, z którego za kilka groszy można było podziwiać zapierającą w piersiach dech panoramę Paryża. Drewniane szopy przesuwały się po prawej stronie, z wolna ustępując miejsca otwartej przestrzeni, gdzie na kamiennym jasnym cokole wznosił się stary spracowany Blute-fin. Było coś majestatycznego w tym młynie, stał samotnie pośrodku okrągłego placu, krzyżując z dumą swe zmęczone skrzydła. U jego stóp rondo drzew i krzewów stanowiło gwardię przyboczną, wszystkie otaczające go budynki usytuowane były niżej, jakby w pokłonie dla władcy, bo on królował na Montmartrze, łączył niebo i ziemię, zapewniał ciągłość między zamierzchłym czasem a teraźniejszością. Jest piękny – pomyślał Renoir, rozkładając sztalugę. Kolor jasnego nieba zsyłał na młyn delikatną poświatę, która sprawiała, że wszystko – stare zmurszałe deski budowli, drewniane schody, drzewa rosnące wokół – było odmianą kobaltowego błękitu. Ręka Auguste’a rozprowadzała szybko pigment na płótnie, zamieniając pierwotnie bezkształtne plamy w prostokątny kontur młyna. Znów ogarniała go przyjemność utrwalania ulotnych chwil, jasnej gry światła przeobrażającej to, co efemeryczne, w trwałe piękno, wydarte upływającemu czasowi i zatrzymane w kadrze obrazu. Nieśmiertelny akt twórczy.

Bal w Moulin de la Galette
Młyn Radet - jeden z dwóch należących niegdyś do pana Debray
Młyn Radet – jeden z dwóch należących niegdyś do pana Debray

W 1915 roku stowarzyszenie Przyjaciele Starego Montmartru uratowało młyn Radet od rozbiórki. Kilka lat później jego mechanizm został usunięty i pusty wiatrak stanowi teraz reklamę restauracji nazwanej Moulin de la Galette. Można tam zjeść pyszne galettes przygotowywane ponoć według receptury pani Debray. Sala taneczna stała się później lokalem dancingowym, music-hallem, aż wreszcie urządzono w niej studio Francuskiego Radia i Telewizji, które ostatecznie zamknięto w 1974 roku. Moulin de la Galette oraz teren wokół niego zostały wpisane na listę zabytków historycznych, niestety są własnością prywatną, nieudostępnioną do zwiedzania.

Dodaj komentarz