Rue Saint-Vincent na wzgórzu to ulica zakochanych, którzy w czasach Renoira przychodzili tam, aby przeżyć parę chwil intymności i wydrapać na kamiennym murze serce z wpisanymi w nie inicjałami swoich imion.


Skręcili w lewo, w ulicę Świętego Wincentego. Piaszczysta droga z wybrukowanym rynsztokiem prowadziła w górę między wysokim, mocno odrapanym kamiennym murem, wzmocnionym przyporami i drewnianą palisadą, spoza której wystawały stare drzewa. Było pusto i cicho, nikt tu właściwie nie mieszkał. Jedynym śladem ludzkiej obecności były wydrapane w tynku ogrodzenia serca przebite strzałą i napisy, które jak ekswota złożone w podzięce Miłości, głosiły: „Jeanne i Henri na zawsze razem”, „Gertruda należy tylko do Paula”, „Jules kocha Charlotte”…
Bal w Moulin de la Galette
Rue Saint-Vincent, mroczna i zaniedbana, zawsze dawała schronienie zakochanym z Montmartre’u.

Pełne czerwone usta Margot rozchyliły się w uśmiechu, a twarz przybrała ten szelmowski wyraz, który działał mu na zmysły. Przytulił ją mocno do siebie i delikatnie pocałował. Jej usta oszołomiły go jak szampan. Nie pozostała mu dłużna. Przycisnęła dłonią jego głowę do swej twarzy, aż poczuł żar jej gorących warg, wilgotnych i upajających. Odchyliła lekko głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy. Dostrzegła w nich dobroć i tkliwość. Poczuła się bezpieczna, prawie szczęśliwa. W tej chwili niczego więcej nie potrzebowała.
Bal w Moulin de la Galette

Dziś na rue Saint-Vincent nie ma już kamiennego muru, jest winnica w miejscu dawnego parku królewskiej metresy Gabrielle d’Estrées.

Królewską faworytę, Gabrielle, odwiedzimy kiedyś w jednym z zamków nad Loarą – Chenonceau, gdzie znajduje się kopia tego obrazu (oryginał w Luwrze).