Kiedyś w dyskusji zapytano mnie, dlaczego wolę dawny Paryż. Odpowiedziałem: „Bo był bardziej paryski”. Był to też jeden z powodów, dla których napisałem Bal w Moulin de la Galette. Książka już jest lub lada moment pojawi się w księgarniach i wtedy przestanie być tylko moją własnością. Stanie się tak, jak mówił Renoir: „Obraz należy do tego, kto na niego patrzy”. Podobnie będzie z moją powieścią.
Jest obszerna, choć miała być jeszcze grubsza. Nie wiem, czy to dobrze, że usunąłem z niej trzy rozdziały. No i poza okładką nie ma ilustracji. Dlatego właśnie tutaj będą zdjęcia i słowa, które się tam nie zmieściły.
Macie ochotę na chwilę znaleźć się w Paryżu impresjonistów?
Zapraszam.
Jest rok 1876.
